Strach ma wielkie oczy, czyli nie dajmy się zwariować!

No dobra, może i ten tekst wyda Wam się oportunistyczny (choć dla niektórych to słowo to już synonim szeroko pojętego RTM-u), ale w obecnych okolicznościach nie da się niestety myśleć o niczym innym. Starałam się zabrać za inne rozgrzebane wpisy, za inne językowe ciekawostki, ale w głowie wciąż wybrzmiewa mi litania Bene Gesserit przeciwko strachowi (jeśli nie wiecie, o czym mówię, uzbrójcie się w cierpliwość – wrócę do niej na koniec tekstu).

Nie wiem w sumie, dlaczego tak teraz mam. Czy to wina braku na sklepowych półkach mojego ulubionego wegańskiego pasztetu? Czy może tego, że moja szefowa kpi z autokwarantanny? A może tego, że ludziom po prostu odbija?! Wszystkiemu winny jest właśnie strach. Ta mała, wredna emocja, która sprawia, że uciekamy się do naprawdę potwornych, egoistycznych zagrywek (w tym nawet do porzucania naszych domowych zwierzątek!). Skąd więc wziął się strach (przynajmniej z językowego punktu widzenia)?

strach ma wielkie oczy - frazeologia strachu

Skąd wziął się strach? Kilka słów o etymologii

Jako że strach zalicza się do tak zwanych emocji podstawowych (obok gniewu, zaskoczenia, odrazy, szczęścia i smutku – przynajmniej według listy Paula Ekmana z lat siedemdziesiątych XX wieku), nie może dziwić, że gości w naszym języku od dawna. Słowo to notowane jest od XIV wieku i uznawane za „ogólnosłowiańskie”, na co wskazuje zbieżność z czeskim strach czy rosyjskim strach. Wszystkie te wyrazy pochodzą od prasłowiańskiego *strachъ, czyli ‘strach, przerażenie, lęk’, prawdopodobnie wywodzącego się od wcześniejszego *strōg-so, związanego z prasłowiańskim *strogъ – ‘surowy, ostry, srogi’. Jeden z najwcześniejszych zapisów z tym słowem to cytat z Biblii królowej Zofii (1455 rok): „Nie raczcie się strachować ani czego bać”. Jakże adekwatne w ostatnich dniach!

Warto również wspomnieć, że grupa etymologiczna (przyznam się bez bicia, iż wiem, że zestaw ten nazywa się jakoś inaczej, ale za żadne skarby nie mogę sobie przypomnieć odpowiedniego terminu), którą podaje słownik Aleksandra Brücknera, jest wyjątkowo bogata. Ten ceniony polski slawista wymienia takie leksemy, jak: „strach”, „straszyć”, „straszydło”, „straszny”, „nieustraszony”, „strachaiło”, „strachować” (które już tu padło), „strachowisko”, „strachowity”, „strachliwy”, „straszywy” (ponoć występujące w Biblii), „postrach” i „przestrach”. Mój faworyt to „strachowisko”, pojawiające się w tytule jednej z książek o Panu Samochodziku! Nie udało mi się jednak dotrzeć do definicji tego dziwadła.

strach ma wielkie oczy

Związki frazeologiczne pełne strachu

Tak jak bogata jest grupa etymologiczna związana ze strachem, tak liczne są jego synonimy i związki frazeologiczne z jego użyciem. Jedno i drugie może wskazywać na wiele zastosowań tego słowa w polszczyźnie, różnicowanych w zależności od natężenia tej emocji, jak i sytuacji, w których może się ona pojawiać.

Pierwszą z tych cech widzimy na skali bliskoznacznej: zdenerwowanie — niepokój — obawa — lęk/strach — groza/panika. A przecież to nie wszystkie słowa, którymi można by określić ten nieprzyjemny stan zagrożenia, objawiający się chociażby przyspieszonym biciem serca, drżeniem ciała czy ogólnym napięciem.

Mnogość sytuacji, w których pojawia się strach, widzimy natomiast w takich związkach frazeologicznych, jak: „blady strach padł na kogoś”, „ktoś robi w portki ze strachu”, „ktoś/coś napędza stracha komuś”, „najeść się strachu”, „strachy na Lachy”, „kara na jednego, strach na wszystkich” czy „kto ze strachu umiera, temu bździnami dzwonią”. Chociaż z tym ostatnim chyba przesadziliśmy!

litania przeciwko strachowi - Diuna

Nie taki diabeł straszny!

Na koniec coś przyjemniejszego! Tak jak obiecałam na wstępie, wrócę na chwilę do niejakiej litanii przeciwko strachowi – celowo pomijam tu nazwę zakonu (choć moim zdaniem to trochę zbyt słabe określenie na to ugrupowanie). Nie chcę bowiem wyjść na totalnego geeka (i znów – nie wiem w sumie czemu). A może też dlatego, by nie psuć Wam lektury jedynego w swoim rodzaju dzieła, jakim jest Diuna Franka Herberta. Kto nie czytał, ten trąba i powinien to bardzo szybko nadrobić! Zwłaszcza teraz, siedząc w domu. Zostawiam Was zatem z jakże metaforyczną, piękną i wymowną litanią, która wyciągnęła mnie z niejednej opresji:

nie wolno się bać - strach zabija duszę„Nie wolno się bać. Strach zabija duszę.

Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie.

Stawię mu czoło.

Niechaj przejdzie po mnie i przeze mnie,

a kiedy przejdzie, obrócę oko swej jaźni na jego drogę.

Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic. Jestem tylko ja”*.

Teraz też czyni dla mnie cuda! Jeśli chcecie, analizujcie ją jak wiersz; jeśli jednak wolicie prozę, koniecznie sięgnijcie po Diunę. A jeśli to też nie Wasza bajka, to obejrzyjcie ekranizację (czy tę z 1984, czy z 2000 roku, zostawiam do Waszej decyzji, bo coś nie możemy się tu z mężem zgodzić). Ewentualnie możecie poczekać na tę z Oscarem Isaakiem i Jasonem Momoą, chociaż tu nie mogę ręczyć za jakość. Będzie na co (na kogo) popatrzeć, co wcale nie znaczy, że będzie to dobra ekranizacja…

 

* Cytat zaczerpnięty z książki: Frank Herbert, Diuna, przeł. Marek Marszał, Poznań 2010, s. 18.