Coraz popularniejsze zapożyczenia. Polski odpowiednik, wtręt obcojęzyczny czy wersja spolszczona – na co postawić?

Nieustępująca pandemia coraz mocniej pokazuje nam, że globalizacja to coś, co nie zostawi nas już w spokoju. I nie chodzi mi tu tylko o to, że wyjazd nad morze okaże się tańszy, jeśli jednak odpuścimy sobie Bałtyk. Ani o to, że coraz więcej osób pracuje w wielkich, międzynarodowych korporacjach. Jako polonistce w oczy rzuca mi się przede wszystkim jakże żarłoczny język angielski, który drzwiami i oknami pakuje się do naszych wypowiedzi i zawłaszcza coraz większe połacie naszej komunikacji. Spróbujmy zatem pokrótce opisać zapożyczenia XXI wieku…

zapożyczenia z języka angielskiego

Zapożyczenia biznesowe, czyli komunikacja na ASAP-ie

Zacznijmy od tego, że w związku z galopującym kapitalizmem, który za nic w świecie nie chce się od nas odczepić, coraz więcej i więcej młodych ludzi ląduje w korporacjach. Pomińmy milczeniem fakt, że już na wstępie jest im tam potrzebna znajomość języka angielskiego jako uniwersalnego łącznika między nami a Zachodem, z którym najprawdopodobniej będzie związana ich praca. Inną kwestią jest jednak poziom zapożyczeń w tamtejszej komunikacji.

Nic przecież nie stoi na przeszkodzie, żeby popędzać informatyków opóźniających się z naprawieniem usterki na stronie internetowej, a mimo to większość osób w takich sytuacjach będzie ich czejsować (czy może chase’ować? Chodzi o odniesienie do angielskiego chase, czyli ‘ponaglać, ale też gonić’). W tym miejscu należałoby się odnieść do pytania postawionego w tytule tekstu. Czy powinniśmy postawić na:

1. polski odpowiednik – ponaglać, popędzać (który w tym wypadku nie jest najgorszym rozwiązaniem, bo faktycznie mamy na taką czynność określenie w polszczyźnie, a nie musimy go tworzyć czy opisywać czynności, której nasi przodkowie nie musieli wykonywać);

2. wersję niezmienioną – chase, chasing (która użyta w zdaniu bez żadnej zmiany doprowadzi do dość kulawej wypowiedzi, bo przecież nie możemy powiedzieć, że „uprawiamy chasing informatyków” – brzmi to co najmniej jak nowa dyscyplina sportowa);

3. wersję spolszczoną (w tym wypadku w zakresie fleksji) – chase’ować, czejsować (por. początkowy zapis lifestyle’owy oraz funkcjonujący już coraz częściej odpowiednik lajfstajlowy)?

zapożyczenia w korpomowie

W sumie problem ten jest zrozumiały, gdy rzeczywiście pracujemy w wielojęzycznych zespołach i co rusz przełączamy się z jednego języka na drugi, by zwyczajnie móc się komunikować. Oczywiste jest, że wówczas języki zaczną nam się plątać, a częściej używane wyrazy zaczną wchodzić w obręb naszego indywidualnego słownika. Co innego jednak, gdy mamy do czynienia z całkowicie polskojęzycznym, zazwyczaj małym, zespołem, który wszystko robi na ASAP-ie (mimo że anglojęzyczny skrótowiec oznacza as soon as possible – ‘tak szybko, jak to możliwe’, więc nie wiadomo, skąd wziął się tutaj ten przyimek), a zniekształcone zapożyczenia są dla nich jedynie sposobem lansowania się na wielkich biznesmenów i biznesmenki.

Można się od tego pochorować! Pożyczki a polskie nazwy chorób

No dobra. Dajmy na chwilę spokój angielszczyźnie i wróćmy do korzeni problemu, czyli wpływania kultur na siebie nawzajem. Stąd wszak biorą się zapożyczenia. Póki nasze kontakty – czy to handlowe, czy kulturowe (niestety zazwyczaj dworskie) – wiązały się z danym krajem, póty czerpaliśmy z jego języka. Zwykle właśnie w ramach mody i stylizowania się na ludzi bardziej światowych, obytych.

Na szczęście (choć dla studentów pewnie nieszczęście) nauka opierała się zazwyczaj takim wtrętom, niezmiennie wywodząc poszczególne pojęcia z łaciny bądź greki. Także tam jesteśmy w stanie jednak znaleźć naleciałości z innych kultur czy też zapożyczenia językowe. Przykładowo bardzo mocno osadzona w polszczyźnie, postrzegana przez wielu pewnie jako leksem rodzimy grypa została zapożyczona z języka francuskiego (od grippe, najprawdopodobniej przeniesionego z języka rosyjskiego od хрип – ‘chrypa, rzężenie’). Czysto polska jest z kolei gruźlica, z łaciny nazywana tuberkulozą i w podobnej formie występująca w innych językach. Polskie określenie wywodzone jest od gruzełków – zmian w zniekształconej tkance, widocznych w badaniu histopatologicznym.

Lajfhaki na spoilery w socialach – zapożyczamy każdego dnia

Zostawmy jednak suchoty, z którymi współczesna medycyna już sobie poradziła, i wróćmy do codzienności. W domu, w sieci i na ulicach zewsząd zaczyna nas atakować nieugięta angielszczyzna. Strony lifestyle’owe polecają nam coraz lepsze lifehacki/lajfhaki na zrobienie jak najlepszego selfie do zamieszczenia w social mediach (choć niektórzy już przyzwyczaili się do nich na tyle, że zamiast spolszczonego zapożyczenia stosują określenie media społecznościowe), a platformy streamingowe polecają coraz to nowsze produkcje do zbinge’owania (od angielskiego binge-watching, niemającego polskiego odpowiednika, a jedynie definicję: „zjawisko kompulsywnego oglądania seriali, charakteryzujące się oglądaniem po kilka odcinków serialu z rzędu”). Miejmy tylko nadzieję, że znajomi nie zdążyli Wam ich jeszcze zaspoilować (ang. to spoil – ‘zepsuć’).  

zapożyczenia w mowie codziennej

Tu pojawia się jednak pytanie, czy potrzebne są nam tego typu zapożyczenia? Językoznawcy podają, że „jako podstawowe w ocenie zapożyczeń leksykalnych możemy przyjąć kryterium wystarczalności [wyr. – M.M.]. Sprowadza się ono do ustalenia, czy wyraz zapożyczony nazywa coś nowego, czy tylko zastępuje istniejące już w języku określenie”. Coraz częściej mamy bowiem do czynienia z wtrętami angielskojęzycznymi, „których potrzeby użycia nie da się uzasadnić potrzebami komunikacyjnymi. A oto kilka przykładów: por. lewel zamiast poziom […]; progres zamiast postęp […]; background pochodzenie […]; look wygląd […]”*.

Jeszcze inną kwestią, choć mocno związaną z postawionym w poprzednim akapicie pytaniem, jest kontaminacja (z łaciny contaminatio – ‘zetknięcie, zbrukanie, splamienie’) poprawnych polskich określeń czy związków frazeologicznych angielskimi naleciałościami. Postarajmy się zatem przestać dedykować produkty grupom odbiorców (wszak na stylizowanym na nurt vintage blenderze nie będziemy mieć dedykacji „Dla Jarka”) i adresować problemy zamiast się do nich odnosić…


* B. Dunaj, M. Mycawka, O potrzebnych i niepotrzebnych zapożyczeniach z języka angielskiego, „Studia Linguistica” XII, 2017, s. 70–71.